II Wakacje z Historią – Świnoujście 2013

II Wakacje z Historią 2013- z pamiętnika Resty’ego

Decyzja.
Z uwagi na brak dobrego kontaktu z ekipą fortu, decyzja o organizacji „II Wakacji z Historią 2013” zapada dopiero po mojej wizycie w Świnoujściu 3 lipca. Trwają już prace przygotowawcze do inscenizacji „Piekło okopów”, przy okazji trafiają się pierwsze znaleziska. Szybkie ustalenie, że organizatorem będzie „Fort Gerharda” jako gospodarze, PHU „Restyling” jako koordynacja i planowanie;) oraz SEH „Grupa Łódź” jako główni uczestnicy. Impreza była jednak otwarta dla każdego, kto by zgłosił swój udział bez żadnych opłat. Info poszło do kolegów ze Śląska, Torunia, Bydgoszczy czy stowarzyszeń z Koszalina i Mazowsza, no i na forach internetowych też ukazała się stosowna informacja o planowanym zlocie.

Przygotowania.
Ponownie zjawiam się na forcie już 16 lipca – trzeba przygotować kilka rzeczy i załatwić kilka spraw zanim dojadą uczestnicy. W miedzy czasie przygotowania do głównej imprezy trwają pełną parą.

18 lipca.
Zostaje coraz mniej czasu, z Dyplomem i chłopakami z fortu rozstawiamy namioty oraz kanadyjki, ustawiamy prysznice i umywalnie polową. Ekipa fortu instaluje sprzęt nagłaśniający. Tymczasem trwają też ostanie próby ekipy z fortu przed inscenizacją, musztrę i ćwiczenia prowadzi osobiście Piotr Piwowarczyk, spiekota straszna chłopaki są cali mokrzy od potu. Ćwiczenia kończą się przemarszam oddziału pod Latarnię Morską.

19 lipca.
Zjeżdżają pierwsze grupy rekonstruktorów i pierwsi zlotowicze, po południu dojechały także czołgi które mają wziąć udział inscenizacji. Są to dwie repliki francuskich Renault FT 17, zbudowane na potrzeby filmu „1920 – Wojna i miłość”,a na co dzień stacjonujące w Toruniu. Przy wieczornej integracji Basia z Latarni Morskiej wraz z naszą Irenką wystrzałem armatnim rozpoczęła II Wakacje z Historia 2013 no i zaczęło się…

20 lipca.
Większość zlotowiczów już dotarła, nasze pierwsze zadanie to kierowanie ruchem na dojeździe do fortu. Od rana więc ustawiamy samochody od fortu w kierunku budowy Gazoportu. Przybywają oficjele i turyści, jedni samochodami, rowerami czy autobusami inni statkiem. Dopłynął też sam Bogusław Wołoszański, który ma poprowadzić jako narrator pierwszą inscenizację. O 12 schodzimy z „posterunku”, drugim zadaniem na ten dzień jest obstawa samej inscenizacji więc ubrani w kamizelki pilnowaliśmy, żeby nikt z widzów nie przechodzi za wyznaczony obszar.

Inscenizacja w toku. Akcja dzieje się bardzo dynamicznie, Bogusław Wołoszański relacjonuje wszystko jak komentator z „pola bitwy”dodając wiele istotnych informacji wprowadzających w klimat I Wojny Światowej. Pierwszorzędna choreografia, imponująca pirotechnika i zaangażowanie grup rekonstrukcji historycznej daje niezwykle udane przedstawienie. Publiczność (było ponad 2 tyś .ludzi) wielką owacją nagradza trud włożony w inscenizacje, brawa dla wszystkich uczestników . Po zakończonej pierwszej części następuje przerwa, każdy z widzów może podejść do czołgów, wejść do okopów , porozmawiać i zrobić sobie zdjęcie z rekonstruktorami. Przerwa miedzy inscenizacjami.Od Piotra pada pomysł aby do potyczki o fosę wykorzystać na biegu zbudowaną tratwę. Więc budujemy w myśl zasady, co zdobędziesz z tego rób. Z kazamatów fortu wyciągamy stare palety, beczki itp. rzeczy. Niestety mamy tylko dwie beczki więc na tym tratwa raczej nie popłynie ? szukamy więc dalej i znajdujemy kilka płyt styropianu, na tym tratwa musi popłynąć. Czasu coraz mniej. Przerwa obiadowa, gdy kończymy naszą improwizacje rekonstruktorzy już szykują się do bitwy. Jeszcze wodowanie oraz szybki test i GOTOWE! Rozpoczyna się „bitwa o fosę”. Tym razem Bogusław Wołoszański nie komentuje już akcji gdyż musiał wracać do innych obowiązków. Turystów też już jakby mniej ale ciężko wszystkim się pomieścić, tak żeby mieli dobry widok. Teraz jednak do akcji wkracza tylko jeden czołg, który odpiera atak i przyczynia się do zwycięstwa obrońców. Cała akcja drugiej inscenizacji była robiona bardziej swobodnie i w trakcie akcji następowały niezaplanowane zmiany, efektem czego „nasza” tratwa nie zostaje użyta 🙁 . Jednak nic straconego, jednostka zwodowana dla żartu nazwana przez nas na cześć gospodarza MS „Piwowarczyk”, musi odbyć dziewiczy rejs. Po przewiezieniu w celach próbnych przez fosę kilku osób postanawiamy popłynąć dookoła fortu. Ciężkie to jednak zadanie bo co rusz napotykamy na przeszkody typu przewrócone drzewo , jednak udaje nam się dopłynąć aż za pierwszą kaponierę. Fajnie być wilkiem morskim na takiej jednostce, jednak pora wracać na ląd i przygotować się do wieczornej uczty. A uczta jak to bywa w takich okolicznościach była wesoła i trwała do białego rana.

21 lipca.
Dziś dzień relaksu i wypoczynku. Po późnym śniadaniu i rytuale dojenia kozy postanawiamy wyruszyć na zwiedzanie. Jeszcze wcześniej Passy próbuje pomierzyć nowy nabytek fortecznego muzeum. Pierwszym celem naszej wycieczki są bunkry „baterii Goeben” i pozostałości linii kolejki wraz ze schronami z nią związanymi. Przy pierwszych fortyfikacjach widzimy ślady intensywnej eksploracji śmietnika z epoki,na wierzchu leżą niechciane fanty które porzucili ostatni poszukiwacze oczywiście coś dla siebie z tego wybieramy. Dalej dojeżdżamy do schronu który zaadoptował na swoje mieszkanie jeden jegomość,tam pozostawiamy nasze auta i pieszo idziemy zwiedzać dalej. Kierujemy się w stronę betonowej wiaty, która niegdyś była schronieniem dla kolejki przed samolotami rozpoznawczymi i tu konsternacja – widzimy dziwne ślady farby na torowisku, a dalej część torów po prostu zniknęła! Gdy byliśmy tam w zeszłym roku wszystko było na miejscu. Jaskrawą farbą ktoś poznaczył łączenia szyn, w tych też miejscach brakuje elementów łączących – złomiarzom zostało tylko odkręcić szyny od podkładów – masakra! Zwiedzamy jeszcze kilka leśnych obiektów i kierujemy się na „małą' przeprawę promową – zwiedzimy teraz obiekty po stronie zachodniej. Fort Anioła gdyby nie szpecące go poradzieckie anteny byłby perełką Świnoujścia, wewnątrz trwają właśnie remonty niektórych pomieszczeń ale ekspozycje – marniutkie. Fort Zachodni oglądamy z pewnych przyczyn tylko z zewnątrz i z wieży widokowej ;)- no cóż to konkurencja dla Gerharda, grupowego biletu nie dostajemy. W ramach rekreacji postanawiamy zakończyć dzień poszukiwaniami na plaży i zawodami. Zasady są proste, kto w ciągu godziny znajdzie najwięcej ten wygrywa. W pierwszej konkurencji za największą ilość znalezionych zakrętek flachę wygrywa Sarmata. W drugiej jest dogrywka miedzy mną i Sacrebleu. W dogrywce za największą ilość „pull off” wygrywam zgrzewkę piwa! Do bazy zlotowej wracamy po zmroku,a tam czeka na nas ekipa z latarni z kolejną integracją.

22 lipca.
Dziś w programie jak to mówią Czesi „wolna frajda, część plażuje inni zwiedzą wszystkie zakamarki fortu, niektórzy muszą dojąć do siebie po wczorajszej integracji. Dyplom w tym czasie opływa tratwą cały fort dookoła fosą, zbierając pływające śmieci. Podczas wczorajszych zawodów naszedł nas reporter portalu iswinoujście .pl, w efekcie jego reportażu mamy zlecenie na poszukiwania plażowe. Jeden z turystów w Międzyzdrojach zgubił obrączkę jedziemy więc z pomocą. I znowu do fortu wracamy po zmroku, obrączki co prawda nie udało się odnaleźć po dwóch tygodniach od zgubienia ale nieszczęsny małżonek i tak w nagrodę za pomoc odwdzięczył się napojem 40 %

23 lipca.
Ponieważ rekonstruktorzy odjechali zwijamy część niepotrzebnych namiotów zostawiając 3 – jeden na kantynę i dwa na sypialne. Remik dziś szleje na zachodniej plaży ze sprzętem, a reszta postanawia wziąć się za przygotowania do eksploracji fortecznej latryny. Warunkiem jaki postawił nam „Komendant” – żeby podjąć się tego zadania było to że musimy robotę dokończyć, zaczynamy więc kolejną akcję na forcie. Latryna jest nie używana co najmniej od 50 lat. Zaczynamy od odpompowania wody deszczowej która gromadzi się spływając z przykrytego ziemią dachu budynku. Trochę to trwa. Gdy pompa już przestaje spełniać swoje zadanie trzeba wskoczyć w dołek w woderach i wybierać wodę i muł wiadrami. Zaczynają wychodzić pierwsze znaleziska, buteleczki, butelki, łuski, skorupa pocisku, oporządzenie skórzane i inne szklane i metalowe przedmioty. Po wieczornej kąpieli kolejna uczta wieczorna.

24 lipca.
Dziś eksploracja powinna ruszyć z miejsca, dołączył Remik oraz Halskir który odwiedził nas na jeden dzień przy okazji podróży służbowej. Remika wpuszczamy do ferdowania w większą dziurę, Sarmata kopie w mniejszej. Po wczorajszym dniu teren jest przygotowany zarówno do kopania jak i składowania wydobytego urobku. Po pierwszej godzinie mamy wreszcie duży eksponat – lufa działka przeciwlotniczego Flak 23! Grzebiemy dalej, nagle Sarmata krzyczy „mam klamerkę!”. Biorę ją i daję Remikowi do umycia. „Zajebisty stan” podnieca się jeden z przewodników. Co rusz wyciągamy kolejne fanty, niektórym tak się to spodobało że nie można ich wygonić z tej kloaki. Zmęczeni kończymy pracę na dziś, nawet nikomu nie chce się już dziś balować.

25 lipca.
Kolejny dzień przy kiblu – mamy nadzieję wreszcie robotę dokończyć. Dzisiaj Remik dostaje „powera” i wskakuje z powrotem do dziury, grzebiąc w swoje części krzyczy niebawem „mam zegarek!” i wyciąga znalezioną „cebule”. Im bliżej dna, tym więcej znalezisk, wychodzą elementy pikehauby, cegły, fragmenty naczyń, gliniany garnek i mniejszy kubek, porcelanowe fajki, guziki i monety – istne Eldorado dla eksploratorów. Skórę z oporządzenia i drewno kładziemy do beczki z wodą, żeby ograniczyć dostęp tlenu. Dyplom z Magdą i Agatą czyszczą wstępnie i układają eksponaty.Dla turystów jesteśmy dodatkowa atrakcją, wiele osób nie dowierza że wszystko to wydobyte zostało z latryny. Na twarzy Piotra widać coraz większe zadowolenie z efektów naszej eksploracji , w końcu wszystkie eksponaty wzbogacą zbiory fortecznego muzeum. Chwali nas, że razem z majówką w Kamiennej Górze już drugi raz pokazaliśmy na co nas stać. Na dziś wystarczy ,jeszcze kąpiel pod polowym prysznicem i robimy sobie wieczór filmowy , w repertuarze Hydrozagadka, Żelazny Krzyż i Wyspa złoczyńców.

26 lipca.
Zostało nam jeszcze sprawdzić wydobytą ziemię i tu powstał problem beton na którym składowaliśmy urobek jest zazbrojony mimo włączonej w wykrywaczach dyskryminacji i zmniejszonej czułości bardzo ciężko się szuka, pomagamy sobie więc ręcznymi krecikami czyli pinpointerami. Efektem przeszukiwania jest kolejna tabliczka od kluczy, tym razem właśnie od latryny. Inne znaleziska też nas satysfakcjonują, a komendant jest już wniebowzięty. Popołudnie postanawiamy spędzić penetrując miejscowe złomowiska i tu też efekty poszukiwań były znaczne, sporo skrzynek amunicyjnych, szekle itp. rzeczy które można użyć przy innych pracach eksploracyjnych, zaczep od niemieckiego trału sygnowany gapą, żelazka na duszę, polskie gazety z 1939 r i inne takie. Jednak najlepsze trafienie mamy na zachodniej stronie .Właśnie przyszła świeża dostawa z pogłębiarki która pracuje w dorzeczu Świny. Trzeba wykonać szybki telefon do fortu bo pracownik złomowiska już zaczyna działać z palnikiem. Po pół godzinie przyjeżdża „Boniek” dogadać się w sprawie zakupu z właścicielem złomu. Wieczorem nowe eksponaty trafiają do fortu .Są to m.in. wózek zwany też kotwicą od miny magnetycznej typ D , oś z kołami od kolejki oraz skrzyneczki amunicyjne i narzędziowe, niektóre nawet z napisami z epoki. Wieczorem jeszcze dojenie kozy .

27 lipca.
Dziś robimy wieczór pożegnalny z wręczeniem nagród uczestnikom zawodów. W ciągu dnia dalej przeszukujemy wydobytą z latryny ziemię oraz oddajemy się rozrywkom fortecznego życia. Niektórzy idą skorzystać jeszcze z uroków świnoujskiej plaży czy podziwiać widoki z latarni morskiej. Sprawdzamy pozostałe forteczne studnie planując już przyszłe wakacje. Remik z rodziną pojechał na wycieczkę do Kopenhagi. Jak zwykle na forcie jest wesoło i dla każdego znajdzie się coś interesującego do roboty

28 lipca.
Niedziela. Coraz mniej nas na forcie. Ekipa wraca do domów. Nadszedł czas pożegnań, wymieniamy się fotkami. Mamy nadzieję jednak wrócić tu niebawem. Piotr zaprasza na „Dni Twierdzy”, które odbędą się we wrześniu ale że jest z naszych osiągnięć zadowolony obiecuje że zaprosi nas do akcji wydobywczej którą planuje jeszcze na ten rok. Jak to będzie to się okaże, trzymamy za słowo.